Niebajki dla dorosłych

chory Kot

Pan Kotek był chory,
łupało go w głowie.
Chwycił więc telefon,
wezwał pogotowie.

I przyszedł Kot – Doktor
leczył pawulonem;
wynieśli przeto Kotka
do przodu ogonem.

Nie dziwcie się dzieci
temu lekarzowi.
Kto zarabia marnie,
jakoś chce dorobić.

Wujek i królik.

Trzymał raz wujek króliczka w klatce.
Kiedy karesy składał sąsiadce,
capnął króliczka wprawnie za uszy
i precyzyjnym ciosem ogłuszył.

Ze skóry obdarł królika szybko
i do sąsiadki rzekł: „Moja rybko!
Mam tu dla ciebie małe co nieco,
zechciej się ze mną wdać tak kobieco.”

Lecz, że sąsiadka była jaroszką
odebrał wujek odprawę gorzką.
Tak to wujkowi los w nos dał pstryczka –
nie ma ciupciania, nie ma króliczka!

A morał z tego taki wypływa:
Różnie to w życiu z kochaniem bywa.
Nie zawsze spijesz miód ze słoiczka.
Ważne byś nie był w skórze króliczka.

***

Była sobie raz Królewna
chora z nienawiści.
Tak ją właśnie nazywali
Grajek i marksiści.

Grajek który był jąkałą
wydawał gazetę
i szkalował w niej Królewnę –
taką miał podnietę.

Że Królewna jest paskudna
pisał w tej gazecie
i że drugiej takiej zołzy
nie ma już na świecie.

W końcu dorwał Król w swe ręce
Grajka, co się zbiesił
i gazetę puścił z dymem,
a Grajka powiesił.

***

Była sobie raz Królewna,
co była na diecie.
Chciała sobie nieco schudnąć,
żeby zmieścić się w karecie.

Jeść nie chciała już piernika,
ani nawet szynki,
nie ruszała bułki z masłem
ani okruszynki.

Piła tylko sporadycznie
wywar z dzięcieliny.
W sumie głównie się żywiła
połykaniem śliny.

Wyglądała przez tę dietę
jak dupa zza węgła
i tak z głodu spuchła,
aż nareszcie pękła.

***

Była sobie raz Królewna,
Co chciała na disco.
Byle tylko zabalować –
Mogła zrobić wszystko.

Lubiła dancingi
Oraz maskarady,
Nie chciała przepuścić
Też żadnej parady.

Król ją błagał nieustannie
I rozdzierał szaty:
„Weźże wreszcie siądź na dupie,
Bo zarobisz baty!”

Lecz Królewna nie słuchała
I dalej szalała,
Więc ją w końcu Król za karę
Wydal za pedała.

***

Była sobie raz Królewna,
co grała w pokera.
I przegrała cały posag,
i jest biedna teraz.

Grajek nie chce dla niej śpiewać
żadnej serenady.
„Niech se sama teraz śpiewa,
jak zeszła na dziady”.

Baba Jaga jej unika,
bo nie ma pieniędzy.
Przyjdzie chyba tej Królewnie
życie przeżyć w nędzy.

Całe szczęście Król był mądry
oraz pomysłowy.
Sprzedał córkę do haremu
i ma kłopot z głowy.

***

Była sobie raz Królewna,
co jarała blanty.
Zaś Król temu nie dowierzał,
myślał, że to żarty.

Baba Jaga miała dragi,
trawę i konopie.
Miała także, jak przystało,
dom na kurzej stopie.

Grajek zioła rozprowadzał
lecz robił przekręty.
Gdy go Jaga przyłapała
zaraz został ścięty.

Zmarła potem też Królewna
bez dostaw od Grajka.
A Król z żalu się powiesił
i skończona bajka.

***

Była sobie raz Królewna,
co kochała żabę.
Kiedy dała jej buziaka,
zmieniła ją w babę.

A do dupy z takim płazem!
– krzyknęła Królewna.
Że się żaba zmieni w Księcia,
byłam tego pewna.

Całe szczęście Baba Jaga
rzucała zaklęcia,
więc zmieniła w mig tę babę
w nowiutkiego księcia.

Lecz niestety coś nie wyszło
przy tej czarnej magii.
Książe brzydki był jak diabeł,
więc się z żalu zabił.

***

Była sobie raz Królewna,
co mieszkała w mieście.
W górze nad nią, w dole pod nią,
żyło ludzi dwieście.

Zamiast widnych korytarzy
i komnat królewskich,
ciasna klatka, ślepa kuchnia
i srające pieski.

Baba Jaga też mieszkała
w bloku w kawalerce.
Z tego ścisku i ciasnoty
umarła na serce.

Zaś Królewna na wieść o tym,
w ciężkim będąc szoku,
prędzej rzuci się pod pociąg
niż zostanie w bloku.

***

Była sobie raz Królewna,
co puszczała bąki.
Kiedy rankiem szła po łące
zdychały biedronki.

Gdy rąbnęła przy obiedzie
była niezła heca.
Kucharz najpierw pozieleniał,
potem wpadł do pieca.

Innym razem znowu Grajek
był świadkiem zdarzenia,
jak witając się z Królewną
Król padł z zaczadzenia.

Aż nareszcie Baba Jaga
zrobiła odtrutkę
i Królewna już nie pierdzi,
za to pije wódkę.

***

Była sobie raz Królewna,
co puszczała drona.
Podglądała Babę Jagę,
teraz jest zmartwiona.

Bowiem Baba Jaga
doniosła do Króla,
że Królewna jest niemiła
i wciąż leci w ciula.

Nie pomogli adwokaci
ni protekcja Grajka,
Król wziął drona skonfiskował
i skończona bajka.

Baba Jaga wciąż się cieszy,
łzy Królewna roni,
a Król puszcza sobie drona,
bo kto mu zabroni.

***

Była sobie raz Królewna,
co strzelała focha.
Strasznie była upierdliwa,
więc jej nikt nie kochał.

Z racji, że Królewna
wciąż nie miała wzięcia,
Król się martwił strasznie,
jak tu zdobyć zięcia.

Obiecywał pół królestwa
oraz złote góry,
lecz nikt nie chciał kapryśnicy,
choć Król płacił z góry.

Aż nareszcie tak przypadkiem
przyszło rozwiązanie.
Pożarł bowiem Smok Królewnę
rankiem na śniadanie.

***

Była sobie raz Królewna,
co śpiewała ładnie.
Ona sama tak myślała,
inni, że szkaradnie.

Jedna tylko Baba Jaga
lubiła jej słuchać,
a to wszystko z tej przyczyny,
że już była głucha.

Tak naprawdę śpiew Królewny,
jeśli mówić szczerze,
sprawiał, że padały muchy
i zdychały jeże.

Aż nareszcie, by zakończyć
ambaras ze śpiewem,
Król Królewnie wyrwał język
oraz stłukł jak nie wiem.

***

Była sobie raz Królewna,
co wyszła za Grajka;
ale teraz go nie kocha –
życie to nie bajka.

Grajek się okazał łajzą,
szują i birbantem.
Miał Królewnę wozić volvo,
a wozi trabantem.

Zamiast trufli i frykasów
ciągle je kaszankę,
a ruinę, w której mieszka,
trudno nazwać zamkiem.

A Król temu się nie dziwi
tylko kiwa głową.
Chciała głupia mezaliansu
miast zostać królową.

***

Była sobie raz Królewna,
co sadziła rzepę.
Baba Jaga miała sklepik,
Grajek zaś miał krzepę.

I by krzepę tę pokrzepić,
Grajek rzepę łykał,
ale wkrótce mu obrzydła.
Zażądał piernika!

Gdy piernika nie otrzymał,
to się strasznie wkurzył
i Królewnie złamał rękę,
sklepik Jagi zburzył.

W końcu doniósł ktoś do Króla
o przestępstwach Grajka.
Król go wtrącił do więzienia
i skończona bajka.

***

Była sobie raz Królewna,
która była fajna.
Nie paliła papierosów,
stroniła od łajna.

Kibić miała kształtną
i biuścik do rzeczy.
Temu, że jest grzeczna
nie mógł nikt zaprzeczyć.

Miała tylko jeden
malutki felerek:
nie wiedziała o co kaman
nigdy za cholerę.

Grajek pojął ją za żonę
i się bardzo cieszył –
głównie że wziął posag –
a na boku grzeszył.

***

Była sobie raz Królewna
mądra i bogata.
Lecz niestety była przy tym
łysa i szczerbata.

Król posiwiał ze zmartwienia
w sprawie zamążpójścia,
adoranci zaś spływali,
jak rzeka do ujścia.

Nawet Grajek – wierny sługa
wybrał emigrację,
że tak powiem – estetyczną,
i miał właśnie rację.

Pozostała więc Królewna
bogata i sama.
Pije teraz z Babą Jagą
jarzębiak do rana.

***

Była sobie raz Królewna,
zwano ją „Paskuda”.
Strasznie była nieprzyjemna,
a do tego ruda.

Król Królewnę zamknął w wieży
oraz wydziedziczył,
a nocami słuchał kontent,
jak Królewna ryczy.

Żaden rycerz się nie znalazł,
co by ją ratował,
bo gdy na nią tylko zerknął,
bolała go głowa.

Ale w końcu Baba Jaga
podpuściła Grajka.
Grajek pojął ją za żonę
——————————
i to już nie bajka.

***

Była sobie raz Królewna –
żyła pod Libiążem.
Zanim głowę odwróciła,
to już była w ciąży.

Skutkiem tego zajścia
Król wpadł w irytację.
„Znajdźcie – krzyczał – sprawcę,
zanim zjem kolację”!

Znaleziono na „Janinie”
autora poczęcia,
który przyjął fuchę
królewskiego zięcia.

Tak by się udało
sprawę załagodzić,
gdyby się Królewicz
czarny nie urodził…

***

Spotkał niedźwiedź Innuitę,
co użalał się nad losem,
który zesłał mu kobitę,
co go zwała Eskimosem.

Miś był głodny i polarny,
Innuita pachniał foką,
więc otrzymał cios letalny,
brocząc szczodrze śnieg posoką.

Etnonimię miś hejtuje,
więc nie kręci nazbyt nosem
Innuitę gdy smakuje
lub się raczy Eskimosem.

***

W pewnym kraju rządził Władca
sprawnie, mądrze i uczciwie.
Gospodarka rosła w siłę,
Sądy były sprawiedliwe.

Wojsko było zawodowe,
a policja nieprzekupna.
Urzędników było mało,
jak w sukience mini sukna.

Na morderców czekał stryczek,
a zboczeńców tam tępiono.
Zaś podatki były niskie,
więc uczciwie je płacono.

Ludzie byli tam szczęśliwi
i ogólnie było miło.
Niech mi teraz ktoś odpowie:
„Komu, kurczę, to szkodziło?!?”

Wierszyk na 11 listopada AD 2018

Poszła Babcia na paradę,
Razem z Babcią poszedł Dziadek,
Dzielna Babcia, gardząc karą,
Uświetniła pochód flarą.
(Mając pociąg do zadymy
Z czterech flar puściła dymy).

Teraz Dziadek siedzi smutny,
Bo go spotkał los okrutny –
Obiad w domu sam gotuje,
Babcia w anclu zaś garuje.

Piosenka chora z nienawiści

„Topią się arktyczne lody!”
„Czyha efekt cieplarniany!”
Mało prawdy, wiele wody,
Same durne komunały.

Niechaj sczezną pacyfiści,
jestem chory z nienawiści!!
Do kościoła chodzę z nożem,
a nuż przydać mi się może.

Święcie wierzę w swoją rację,
jestem pewien swego zdania.
I popieram też lustrację,
a ubekom się nie kłaniam.

Niechaj sczezną pacyfiści,
jestem chory z nienawiści!!
Do kościoła chodzę z nożem,
a nuż przydać mi się może.

Komuniści, psia ich jucha,
Niech skupienia zmienią stan
i rozpuszczą się jak mucha,
Gdy w nią pająk wstrzyknie jad.

Niechaj sczezną pacyfiści,
jestem chory z nienawiści!!
Do kościoła chodzę z nożem,
a nuż przydać mi się może.

Przeniewiercy, delatorzy
oraz inni popaprańcy
mogą w trumny się położyć,
albo niech ich Michnik niańczy.

Niechaj sczezną pacyfiści,
jestem chory z nienawiści!!
Do kościoła chodzę z nożem,
a nuż przydać mi się może.